wtorek, 31 lipca 2012

Prolog

Chłodny kwietniowy poranek. Na ulicach mało ludzi, prawie w ogóle. Lubię to. Mogę wtedy spokojnie iść pobiegać razem z Madison. Dostałam ją na 16 urodziny od mojego chłopaka. Ma mi rekompensować to, że nie ma go przy mnie cały czas. To słodkie z jego strony. Minęły trzy lata, a my nadal ze sobą jesteśmy, kochamy się. Zawsze, gdy tylko ma kilka dni wolnego przyjeżdża do mnie, do Londynu i nie odstępuje mnie nawet na krok. Ostatnio zaczął chodzić ze mną do pracy, tak się stęsknił. Dobrze, że ja tam szefuję, bo ktoś inny pewnie by mu nie pozwalał przebywać tyle w kuchni. Tak. Posiadanie własnej restauracji i bycie w niej jeszcze szefem kuchni... To było moje marzenie z dzieciństwa, gdy jako mała dziewczynka zakradałam się w nocy do kuchni i pichciłam różne smakołyki. Pewnego dnia przyłapała mnie na tym moja niania, ale stwierdziła, że jeśli to sprawia mi przyjemność to ona nie ma nic przeciwko i obiecała, że nie powie rodzicom ani słowa.
Kate i Chris Black. Wybitnej klasy chirurdzy plastyczni. Jedni z najlepszych w kraju. Zarabiają krocie. Zawsze chcieli, by ich dzieci poszły w ich ślady i przejęły ich klinikę. Z naszej piątki (tak, moja matka urodziła pięcioro dzieci, z czego dwoje to bliźniaki i ma figurę modelki. Nie wiem, jak to zrobiła, ale jestem pod wrażeniem) jak narazie tylko ja nie zrealizowałam ich marzenia. Oni zawsze widzieli mnie jako kardiochirurga. Dlaczego akurat ten kierunek? Bo zanim odkryłam pasję do gotowania, rozcinałam misiom miejsce, gdzie jest serce, wkładałam tam czerwone papierowe serduszko i zszywałam je z powrotem. Potem jednak, gdy zaczęłam gotować, nic innego mnie nie obchodziło. Skończyłam liceum i za własne, zarobione wcześniej pieniądze wyjechałam do Paryża, do szkoły kucharskiej. Nie podobało to się ani rodzicom ani mojemu rodzeństwu. Jedynie mój chłopak, niania i młodszy brat wspierali mnie. Łącznie trzy osoby. Nie mam przyjaciółek, nawet koleżanek. Zawsze byłam nieco nieśmiała, zamknięta w sobie, nie rozmawiałam z ludźmi. Nadal tak jest, choć już powoli się przełamuję.
Wracając do mojego wyjazdu, Pierre się cieszył, bo zamieszkałam u niego na te półtora roku. Gdy on chodził na treningi, ja byłam na zajęciach. Potem wspólny lunch i znów się rozdzielaliśmy. Życie z pływakiem nie jest proste, zwłaszcza jeśli jesteś kucharzem. On musi przestrzegać diety, a ty rozwijać swoje umiejętności, co wiąże się z potrawami z poza jego menu. Jednak z miłości do mnie robił wyjątki i co sobotę zapraszał do nas swoich kolegów z reprezentacji wraz z ich dziewczynami. Poznałam go, gdy przyjechał na wymianę międzyszkolną do mojego brata. Ja miałam wtedy 15, on 18 lat. Od razu wpadliśmy sobie w oko i zamiast spędzać czas z moim bratem on ciągle przesiadywał ze mną. On jest jedyną osobą z poza środowiska domowego, której pozwoliłam dotrzeć do siebie. Przyjechał wtedy na rok, a już po tygodniu się zaprzyjaźniliśmy. Po trzech miesiącach zostaliśmy parą. Gdy nadszedł czas jego wyjazdu, który wypadał właśnie w dzień moich 16 urodzin, dał mi Madison i powiedział, bym się nią opiekowała. Obiecał mi też, że będzie do mnie przyjeżdżał na jeden weekend w miesiącu. Nie zawiódł mnie. Przyjeżdżał pociągiem, bo tylko na to było go stać. Razem postanowiliśmy, że gdy tylko skończę szkołę przeprowadzę się do niego. Miał dwupokojowe mieszkanie z kuchnią i łazienką w centrum Paryża. To był nasz mały azyl. O tym, gdzie się udałam po egzaminach końcowych wiedział tylko Michael, mój najmłodszy brat. Z nim miałam najlepszy kontakt. Rodzice szukali mnie przez pół roku, aż w końcu Michael powiedział im, gdzie się znajduję. Nie miałam mu tego za złe. Też bym chyba nie wytrzymała tego ostrzału pytań ze strony rodziców.
Ten okres był najlepszym w moim życiu. Przeżyliśmy oboje swój pierwszy raz, który był na prawdę wyjątkowy, bo i on dla mnie był pierwszą taką prawdziwą miłością i ja dla niego. Razem polecieliśmy na ważne dla Pierra mistrzostwa do Stanów, na których zdobył cztery medale, ja zatrudniłam się w jednej z lepszych restauracji w stolicy, zdobyłam małą renomę dzięki moim deserom, w których jestem mistrzynią. Oh Hope! Jakaż skromność... Po tym czasie rodzice namawiali mnie do powrotu i tak przez kolejny rok. Postawiłam im wtedy ultimatum - jeśli ufundują mi małą restauracyjkę w Londynie i do tego mieszkanie, wrócę. Jeśli nie to mogą zapomnieć, że Hope Black była kiedykolwiek ich córką. Zgodzili się. Kupili lokal w centrum, wyremontowali go, ja go urządziłam. Do tego kupili też mały piętrowy domek, ale już w dalej położonej dzielnicy, spokojniejszej niż zatłoczona od turystów i przechodniów Oxford Street. Woleli bym mieszkała w domu niż w jakiejś norze zwanej normalnie mieszkaniem. Wyprowadziłam się od Pierra, zabierając ze sobą Madison. Znów wróciliśmy do układu z przed lat. On przyjeżdżał na jeden weekend w miesiącu albo i rzadziej, bo od kiedy wzięli go do reprezentacji kraju, coraz więcej trenował, coraz więcej jeździł po świecie. Teraz jednak był ten czas, gdy mnie odwiedził. Przyleciał w nocy z Nowego Jorku. Teraz smacznie sobie śpi w łóżku.
Zatrzymaj się!
Jak to dobrze, że spotkałam go na swojej drodze.
Stój!!! Uważaj!!!
Nie mogłabym pokochać nikogo innego...

- O matko! Przepraszam Cię najmocniej. Zamyśliłam się i musiałam wypuścić przypadkowo smycz.
Próbowałam pomóc wstać chłopakowi o jasnej cerze i blond farbowanych włosach. Przed chwilą mój pies na niego skoczył i przewalił na ziemię, liżąc dodatkowo jego twarz.
- Nic się nie stało. - śmiał się chłopak. - Masz fajnego psa, tylko... - zaczął wycierać twarz z psiej śliny.
- Ymmm... Nie mam chusteczek, ale mieszkam tuż za rogiem. Może wstąpisz i nie wiem. Przemyjesz twarz albo weźmiesz prysznic?
- Wiesz, chyba skorzystam z Twojej propozycji.
I tak spacerkiem skierowaliśmy się do mojego domu. Nigdy bym nie pomyślała, że właśnie to spotkanie może zmienić moje życie.

I tak oto mamy prolog. Podoba się czy nie? ;) Czy dalej mam to ciągnąć, czy zająć się innym opowiadaniem? Piszcie w komentarzach :*

wtorek, 24 lipca 2012

Na początek

Witam moich stałych czytelników oraz tych, którzy jeszcze nie poznali moich opowiadań. Tutaj pojawi się moja nowa twórczość, jeszcze nie wiem dokładnie jaka, ale będzie. Mam nadzieję, że wena mnie przy tym nie opuści. Głównym bohaterem tutaj będzie Niall, ale czy ten blog powstanie to zależy od wyników sondy. Wszystko do tej pory będę tu jeszcze dopracowywać pod kątem technicznym. Za niedługo zapraszam do czytania xx